Jak go tego nauczyć do psa a Hacerse el Muerto. Cómo enseñarle a un perro a hacerse el muerto może być un desafío divertido para los dueños de mascotas. Aunque requiere paciencia y dedicación, es posible enseñar do twojego psa esta habilidad sorprendente. Najczęściej jednak objawy stresu u psa obejmują: napięcie mięśni, drgawki, ziajanie, ślinienie się, nadpobudliwość. Część psów może próbować odreagować stres poprzez gryzienie mebli i przedmiotów, które wpadną mu w zęby. Może pojawiać się biegunka u psa ze stresu, czasem zdarza się, że pies sika w domu ze stresu. Obserwuj krytycznie swoją praktykę: można nauczyć psa tego, że siada przed otwierającymi się drzwiami i wychodzi z domu na hasło w taki sposób, że zwiększy to jego pobudzenie. Co z tego, że siądzie, skoro po zwolnieniu wystrzeli przed siebie jak korek od szampana? . john dogblogWychowanieKomenda NIE! Jak nauczyć psa reagowania na... Komenda „nie” jest jedną z ważniejszych komend, których należy nauczyć psa. Dzięki niej możesz uniknąć sytuacji, gdy np. twój pies zatruje się czymś zjedzonym na spacerze, czy zniszczy cenny dla ciebie przedmiot. Poznajcie Lunę, to ośmiomiesięczny owczarek niemiecki. Zobacz, jak szybko uczy się komendy „nie”. Zanim zaczniesz naukę Przygotuj ulubione smakołyki swojego pupila i zaczynaj naukę. Zobacz plan działania poniżej. Ta umiejętność pozwoli Ci uchronić pupila przed niebezpieczeństwami, które może spotkać na swojej drodze podczas spaceru. Tę komendę musisz wypowiadać spokojnym, lecz zdecydowanym tonem. Pamiętaj, że każdy piesek jest inny i nauka może trwać dłużej albo krócej niż w podanym przykładzie. Nie rób nic na siłę i zawsze na zakończenie ćwiczeń uklęknij i pobaw się chwilę z psem lub go pogłaskaj. Zawsze nagradzaj zdolnego psa przysmakiem! John Dog poleca: W pierwszej części nakreśliłam pokrótce dlaczego tak ważne jest nauczenie psa wypoczynku, jak bardzo czworonogi tego potrzebują, i jak rzutuje to na ich samopoczucie. W tej odsłonie pokażę Wam jak nauczyć psa odpoczywać i jak można jemu psu nauczyć się wyciszać i odprężać nie tylko w domu, ale też i w obcych miejscach. Mam dwa burki ciapate i żaden z nich nie miał odpoczywania w pakiecie. Można powiedzieć, że to ja je tego nauczyłam. Jak? O tym będzie dzisiejsza notka. Podstawy – czyli z jakich założeń wychodzimy W kwestii nauki odpoczynku (podobnie jak w wielu innych dziedzinach psiarentingu) warto mieć najpierw wypracowane pewne fundamenty – kamienie milowe, od których trzeba będzie wychodzić. Ciężko będzie wyciszyć czy uspokoić psa który nie ma odpowiedniej dawki ruchu, a zwierz, który nie będzie miał chociaż pobieżnie zarysowanego planu dnia może nie potrafić odpocząć w takim stopniu, w jakim byśmy chcieli. W temacie “jak nauczyć psa odpoczywać” według mnie najważniejsze są następujące kwestie: Przewidywalny harmonogram dnia. Moje psy wiedzą, czego się spodziewać. Mają ustalone pory spacerów, jedzenia, roboty. Specjalne rytuały poprzedzające każdą czynność. Dla przykładu: powrót z pracy -> powitanie -> jedzonko, albo rano wstajemy->siku w ogrodzie->nasze śniadanie-> długi spacer. Pieseł może sobie w móżdżku poukładać, wie, czego może się spodziewać, dzięki czemu nie stresuje się niewiadomą – czy będzie to jedzenie, czy go nie będzie, czy jojczeć o spacer czy pójść spać, bo o tej porze na bank spaceru nie będzie. U nas wygląda to tak: W TYGODNIU: Rano długi spacer, potem odpoczywanie. Przed moją pracą krótki sik. Wychodzę do pracy, Pan Mąż wraca z pracy – radość i w zależności od pory roku prace w ogrodzie/spanie w domu. Około 20 ostatni krótki spacer sikaniowy. Raz w tygodniu wyjazd do Madzonu na kilkugodzinny trening. Drugi dzień w tygodniu – samodzielny trening. Wracam z pracy – kolacja – jedyny posiłek w ciągu dnia. WEEKENDY: Dłuższe treningi, długie spacery w nowe miejsca, rower, jogging, seminaria. Więcej dnia spędzane wspólnie. Zabawy z bokserami, kąpiele, grille…co tylko dusza zapragnie. Zapewniona dawka wysiłku fizycznego i intelektualnego. Oczywiście dopasowana do obecnych potrzeb psa i naszych możliwości – chcąc nie chcąc w życiu każdego człowieka zdarzają się szalone dni, i wtedy jeszcze bardziej docenia się psa, który gdzieś tam w kąciku dziarsko pochrapuje. Jednak nie ma siły – pies wybiegać się musi – po tygodniach posuchy trzeba wypuścić krakena. Co więcej, nie odkryję tu Ameryki gdy napiszę, że pies zmęczony fizycznie, lepiej współpracuje – Ru swoje wyżyny intelektualne osiąga właśnie po wymagających weekendach, albo wręcz tygodniach spędzonych w rozjazdach – wtedy jej emocje są stabilne, włącza się pierwiastek odpowiedzialny za myślenie i pojawia się owczarek, któremu chce się robić od strzału, a nie taki, którego najpierw piętnaście minut trzeba overtreningować, żeby w ogóle zaskoczył niczym silnik diesla na mrozie. W końcu w domu! Baloo odpoczywa po tygodniu mieszkania w domku nad jeziorem. Klatka – miejsce wypoczynku. Mamy mityczne narzędzie tortur. Wozimy je ze sobą w odwiedziny u rodziców, na seminaria, towarzyszy nam na wakacjach. To ich azyl, bezpieczne miejsce, schronienie. Gdy widzę, że któryś z piesków zagubił się w emocjach, proponuję chwilę samotności w klatce – to miejsce, w którym nie ma prawa stać się nic złego i namiastka domu w “złym świecie”. Działa. Jak przyzwyczaić psa do klatki? O tym pisałam tutaj. Nasze zasady Fundamenty za nami, czas na konkrety – czyli jakich reguł trzymamy się, żeby wzmocnić czilałcik w domowym zaciszu. Nie ma zgody na entuzjastyczne szaleństwa w domu. Owszem, czasem bawimy się w domu, ale są to krótkie chwile. Uważam, żeby nie pobudzać psów, nie rzucać im zabawek (pamiętacie – u nas ze względu na psy brak jest wykładzin i dywaników, a podłoga do śliskie panele albo śliskie kafelki), co mogłoby skończyć się urazem. Ich zabawy również nadzoruje, kiedy zabawa robi się coraz bardziej szalona przerywam ją, albo proponuje wyjście na dwór i kontynuowanie imprezy. Czytelne komunikaty na rozpoczęcie pracy i na jej zakończenie. To nie jest tak, że u nas w domu nie robi się nic. Siłą rzeczy, szczególnie podczas zimowych miesięcy większość sesji “odrabiamy” w domu. Mamy hasło “porobimy coś?” na rozpoczęcie pracy i, wielce nielubiane hasło “koniec“. Staram się robić krótkie, mało pobudzające sesje, wysilające zarówno móżdżek jak i ciałko. Magia spacerów. Staram się, żeby psy codziennie mogły pójść na zwykły spacer w znane miejsce. Wtedy nie wymagam od nich nic, sama ładuje akumulatory, a one biegają sobie, hasają, kopią w ziemi, skubią trawkę i węszą, węszą węszą… Zdaje sobie sprawę, że jest to luksus, na który wiele właścicieli psów mieszkających w mieście nie może sobie pozwolić, ale jestem zdania, że pieski potrzebują takiego “zen spaceru”, chociaż raz w tygodniu. To prawdziwe SPA dla ich mózgu. Mogą chodzić takim tempem, jakim chcą, niuchają do woli, hasają, relaksują się i spuszczają parę. Bardzo ważna rzecz, bo miejskie życie wbrew pozorom aż kipi od stresogennych bodźców – psy szczekające zza drzwi, ludzie mijani na ulicy, hałasy ulicy, remonty, karetki…sama nie chciałbym mieszkać w centrum miasta! 🙂 Pies jest zwierzęciem, którego od zarania dziejów podstawą pracy był nos. Wspominałam już przy wpisie o mantrailingu jak cudownie działa praca węchowa na psi umysł – dzięki długim “wybieganiom” oprócz rozprężenia mięśni pieski luzują też swój umysł pełen tego wolno tamtego nie – dlatego tak ważne jest pozwolić psu być psem i nie wymagać wiele podczas takiego relaksu – cieszyć się z budowania więzi i po prostu iść obok siebie, razem. Brak zabawek w domu. U mnie zabawek po prostu nie ma. Oprócz dodatkowego wzmacniania pozycji człowieka-imprezy, to czytelny sygnał – tu się odpoczywa. Zabawki najczęściej wydawane są w ogródku – wtedy razem hasamy, bawimy się w aporty – w domu nic luzem nie leży. Po pierwsze, żeby nie kusić odpoczywających czworonogów, a po drugie, żeby nie rodzić frustracji i konfliktów. Jedzenie wyciszające. Kilka razy w tygodniu pieski dostają mięso z kośćmi. Taki posiłek na dłuższe posiedzenie – jego rozdrobnienie zajmuje im około 40 minut. Darcie, żucie i rozgryzanie relaksuje, wycisza, a jednocześnie angażuje pracę mięśni (nie tylko tych żuciowych, ale też i przednich oraz tylnych łap, szyi, kręgosłupa…). Dla dodatkowego komfortu, każdy dostaje swoją porcję na osobnym legowisku – tak, żeby mogły cieszyć się posiłkiem, a nie stresować, że zaraz ktoś się do niego przykoleguje. Dla psów niebarfujących proponuję alternatywę – suszone ścięgna, penisy, jądra…na rynku jest tego sporo. Sugeruję wystrzegać się jedynie elementów wędzonych czy kości ze skóry. Oprócz tego można również upchać jedzenie do kongów – ja zazwyczaj wpycham tam mielone lub drobno posiekane mięsko, ale o tym innym razem! Popatrzcie tylko na Puczinkę – nie tylko wygląda jak czarny charakter z Marvela(rozszerzone źrenice, nienawistny wzrok, skrzywiona twarz), ale stoi w rozkroku – widać, że pracują mięśnie tylnych i przednich łap, mięśnie szyi, przykręgosłupowe oraz twarzowe. Same plusy tego BARFa! Tak wygląda nasza koegzystencja. Wszystkiego jednak przewidzieć się nie da, co więcej sytuacje mocno pobudzające i trudne zdarzają się również w domowych pieleszach. Jak radzimy sobie poza w sytuacji podbramkowej poza domem? Patenty na psa rozemocjonowanego Zawsze staram się przewidzieć trudne sytuacje i być do nich odpowiednio przygotowana. Jest to pożyteczne z dwóch względów: po pierwsze – to ja jestem przewodnikiem (jak to mądrze Nieogar pisał) i głównie na moich barkach ciąży odpowiedzialność za radzenie sobie z sytuacją. Ważne jest, żebym to ja była stabilna, spokojna i niewzruszona, żeby mój pogubiony pieseł miał jakąś skałę i punkt odniesienia. Dla mojej pewności siebie wolę być objuczona jak wielbłąd, ale za to gotowa przyjąć na klatę cokolwiek nam los przyniesie – takie przygotowanie wzmaga moją pewność siebie, więc pies nie wyczuje w mojej postawie fałszu. Po drugie – to wszystko pomoże psu trochę zebrać się w sobie i odnaleźć neuronom drogę do musku. Patent #1: dziamgacze/glamajki. Czyli piłeczki-zabaweczki z cyklu “masz to i zejdź mi z oczu“. U nas najukochańsza jest truskawka z Comfy – czyli twór odlany z miękkiej gumy, który cudownie się żuje i zasysa. Ssaki ssanie uspakaja, podejrzewam, że nie będzie to zaskoczeniem dla nikogo z Was? 🙂 Podczas sytuacji trudnych, żeby zminimalizować wokalizację oraz niepewność Ru daję jej takiego smoczka i każę z nim popylać. Pomaga. Patent #2: tubki z pasztetem. Podobnie jak w podpunkcie pierwszym, chodzi nam o efekt uspakajającego, pierwotnego ssaczego zmysłu – zasysania. Wypycham patenty z Rossmana pasztetem, kupuję cuda w tubce, tworzę pasty. Zabieram ze sobą tego hektolitry, wszystko po to, żeby nagrodzić, albo zwołać do siebie psa i podarować mu chwilę wytchnienia. Bonus – daje to jakieś +50 do fajności przewodnika! Czasem, gdy dysponuję jedynie suchą drobnicą, zamiast wydawać smakołyki z ręki, rozsypuję je w trawie, żeby pies mógł poszukać ich sobie, choć chwilkę popracować nosem. Bardzo trudna próba dla Ru – odwiedziny u dziewczyn i borderów z Weehee! 🙂 Baloo dziewczyny zna od papisia, Ru z kolei mocno się nie lubi z jedną z suk. Przygotowałam się na mocne wyciszanie – saszetka napakowana była parówami i pasztetem, a sucz zabezpieczona kagańcem i szelkami. Udało się pięknie, była dość pobudzona, ale wciąż było to w granicach umysłu normalnego psa! Patent #3: dostosowuje nagrody do poziomu umysłu egzemplarza. Zdarzają się dni, w których piesek wchodzi na plac treningowy z tak zabałaganionym mózgiem, że czeluści mojego samochodu plus moja damska torebka(do której wsadzam rękę po łokieć), jest w porównaniu z nim uporządkowaną biblioteką. W takie dni nauczyłam się już odpowiednio dokręcać śrubę z jednej strony (okazało się, że na móżdżek Ru bardzo dobrze działa eskalowanie wymagań), a z drugiej nie nagradzam szalonych emocji. Czyli ćwiczymy figury obedience na polu porozrzucanych zabawek, ale już za dobrze wykonane ćwiczenie jest zwolnienie do zabawki, którą można sobie pożuć. Nie nagradzam szarpaniem, nie pobudzam słowami. Praktycznie nic nie mówię, działamy krótkimi sygnałami – albo tylko dźwiękiem klikera, albo moimi komendami głosowymi (musi wysilić się i rozpoznać, czy powiedziałam “tył“, czy “piła“, “‘okeej” czy “catch” – każde z tych słów oznacza inną nagrodę, otrzymywaną w różny sposób z ziemi, z ręki, z tyłu ciała…). Ruby wtedy pracuje jak rozżarzony węgielek, na który psikamy wodą – cała aż paruje i bucha gorącem, ale nic a nic się nie gasi 🙂 Balu z kolei musi zostać czasem wyproszony z placu za totalne rozjeżdżanie się umysłowe – okazuje się, że brak roboty jest dla niego największą karą. Patent #4: balans. Nauczyłam się być wymagająca. Wcześniej trochę za bardzo pomagałam psom, trochę je osaczałam i starałam się niepotrzebnie chronić przed przykrościami, na które mogą napotkać. Dziś uczę się być trochę zołzą i pozwalać im na wychodzenie ze strefy komfortu – czy będzie to kłapnięcie zębami w powietrze u innego psa, czy wymaganie zachowania spokoju. Nie przerywam ich konfliktów miedzy sobą, raczej je obserwuje, i nadzoruję z daleka. Pozwalam psu przez chwilę się pogubić, pomyśleć i wrócić na pożądany tor. Kiedy widzę, że zwierz wciąż nie potrafi się odnaleźć, wtedy podpowiadam. Stopniowo określam coraz wyższe kryteria, wymagam. Nagrody sypią się wprost proporcjonalnie do konkretnej zasługi. Patent#5: izolacja od czynnika. Podczas strasznej awarii umysłu najczęściej zarządzam odwrót. Odchodzimy od czynnika niemożebnego do zniesienia, obniżam kryteria. W przypadku, gdy egzemplarz więcej histeryzuje niż jest to możliwe, daję mu do zrozumienia, że kwiatku, jedziesz po bandzie. W ostateczności zapraszam psa do klateczki ( o ile jest taka możliwość), lub zwijamy żagle (rzadko). Na seminariach najczęściej okrywam klatki kocem, żeby choć w małym stopniu odizolować od stymulujących bodźców. Tak ja uczę psa odpoczywać. Wciąż dużo przed nami w kwestii odprężenia się w nowych miejscach, czy spania w klatce na treningu (Baloo nawet kongów nie je na seminariach, po prostu leży i czuwa), ale w domu nie mam im nic do zarzucenia. Jaka była Wasza droga do otrzymania zen w domu? A może wciąż nad tym pracujecie i macie inne pomysły czy sztuczki? Aportowanie może być bardzo ciekawym urozmaiceniem codziennych spacerów. W jednym z wcześniejszych postów pisałam już o tym jak nauczyć psa aportowania. Jednak od fajnej zabawy do chorobliwej fiksacji droga jest niestety dość krótka. Dlatego też dziś chciałabym skupić się na tych bardziej negatywnych aspektach rzucania psu piłki, czy innych przedmiotów. Na początku zaznaczę tylko, że czym innym jest rzucenie psu aportu dwa, czy trzy razy podczas spaceru, a czym innym monotonne rzucanie np. piłki przez kilkanaście minut bez przerwy. Takie jednostajne zabawy piłką mogą niestety doprowadzić do wielu problemów zdrowotnych oraz behawioralnych u waszych psów. Niezdrowa fiksacja O fiksacji, czy obsesji mówimy wtedy, gdy pies nie widzi świata poza jakimś przedmiotem. Jest na nim całkowicie skupiony, mocno pobudzony i może się nim bawić w nieskończoność, nawet pomimo dużego zmęczenia. Może się wydawać, że to świetna sprawa. Pies jest skupiony na piłce tak mocno, że nie zauważa innych psów, biegaczy, rowerzystów i wszystkich rozproszeń, które normalnie bardzo utrudniają nam pracę z psem. Mamy więc „psa idealnego”, który jest ciągle przy nas (a tak naprawdę przy piłce), nie ucieka, nie szuka śmieci na ziemi, nie odbiega do innych psów itd. Problem jednak w tym, że taka fiksacja na piłkę, czy jakikolwiek inny obiekt, nie jest zdrowa dla psa. Zafiksowany pies nie zaspokaja swoich naturalnych potrzeb takich jak węszenie, eksploracja otoczenia, kontakt z innymi psami. Znam nawet przypadki psów, które były tak zafiksowane na piłkę, że „zapominały” załatwić się podczas spaceru. Oczywiście kończyło się to nieprzyjemną niespodzianką na środku salonu po powrocie do domu. Pies, który ma obsesję na punkcie piłki jest też stale pobudzony, nie potrafi się wyciszać i odpoczywać. Organizm takiego psiaka jest w ciągłym stresie, co niestety negatywnie odbija się na jego zachowaniu i zdrowiu. Przewlekły stres hamuje proces uczenia się, zaburza pracę układu trawiennego, krążenia i obniża odporność psa. Może też prowadzić do zaburzeń snu, nerwicy, a nawet depresji. Wzmagamy nadpobudliwość psa Powiedzenie „praktyka czyni mistrza” sprawdza się również u psów. Jeżeli pozwalacie swojemu psu powtarzać jakieś czynności, to będzie w nich co raz lepszy. Dlatego z psem, który jest nadpobudliwy lepiej ćwiczyć spokojne zachowania takie jak wyciszanie, odpoczynek, samokontrola, czy zabawy węchowe, niż stale „nakręcać go” poprzez rzucanie piłeczki. Wiele osób uważa, że ich pies potrzebuje dużo ruchu, musi się przecież wybiegać, a najprostszą i najszybsza formą zmęczenia psa jest rzucanie mu piłki. To prawda, że są takie rasy psów, które wymagają nieco więcej ruchu. Coś o tym wiem z moimi dwoma wyżłami 😉 Można jednak zapewnić psu taką formę ruchu, która będzie dla niego zdrowsza od ciągłego rzucania piłki. Nie można też zapominać o tym, że spacer powinien zaspokajać wszystkie potrzeby psa, również te umysłowe. Kilka pomysłów na fajne zabawy z psem podczas spacerów znajdziecie w moich wpisach: aktywny spacer latem, jesienią i zimą. Mam nadzieję, że staną się one dla was inspiracją do urozmaicenia codziennych spacerów. Warto też pamiętać o tym, że rzucając psu piłkę nie tylko jeszcze bardziej go nakręcamy, ale też nieświadomie pracujemy nad jego kondycją. Może się więc okazać, że na początku 5 min rzucania piłki zmęczy waszego psa, ale po tygodniu trzeba będzie rzucać mu piłkę przez pół godziny, potem godzinę itd. Dlatego też rzucanie piłki wcale nie jest dobrym pomysłem na zmęczenie psa. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się tu urozmaicony spacer z elementami posłuszeństwa i pracy węchowej. Uczymy psa gonić szybko poruszające się obiekty Rzucanie piłki nie jest też dobrym pomysłem, jeśli wasz psiak goni koty, rowery, biegaczy i inne szybko poruszające się obiekty. Pamiętajcie, że „praktyka czyni mistrza” i utrwala dane zachowanie. Dla psa nie ma większego znaczenia czy goni rowerzystę, czy piłkę. Sama czynność pogoni sprawia mu ogromną frajdę. Jeśli więc pracujecie z psem nad ignorowaniem szybko poruszających się przedmiotów, lepiej zaniechać zabawy piłką. Wpływ na relację z opiekunem Kolejnym minusem zabawy piłką jest fakt, że nie pomaga ona specjalnie budować pozytywnej relacji pomiędzy psem i jego opiekunem. Powinno nam zależeć na tym, żeby pies chciał być blisko nas i kojarzył nas ze źródłem wszystkich fajnych zabaw i nagród. Tymczasem rzucając psu piłkę uczymy go, że odbieganie od nas jest super, a najlepsza nagroda (czyli moment złapania piłki) znajduje się daleko od nas. Zdecydowanie lepszą zabawą, pod względem budowania relacji psa z opiekunem, jest zabawa szarpakiem, lub wspólne zabawy węchowe. źródło: YoutubeBuddy the Rescue Dog Opublikowany 11 cze 2016 To co na powyższym filmie może wydawać się psią radością, jest tak naprawdę niezdrową ekscytacją. Jak widać pies do zabawy wcale nie potrzebuje swojego opiekuna. Wystarczy mu automatyczna wyrzutnia do piłek. Ciężko więc twierdzić, że rzucanie psu piłki może pozytywnie wpłynąć na relację z opiekunem. Problemy ze stawami Rzucanie piłki może też mieć negatywne skutki zdrowotne dla psa. Wyskoki, nagłe skręty i powtarzanie stale tych samych ruchów nie jest dobre dla psich stawów, mięśni i ścięgien. Niestety większość psów daje z siebie wszystko podczas pogoni za piłką i nie zważa na swoje zdrowie. Dlatego lepiej nie rzucać piłki: szczeniakompsom młodym, u których nie zakończył się jeszcze proces wzrostupsom, które mogą mieć problemy ze stawami, mięśniami, ścięgnami czy układem krążeniastarszym psom Nawet jeśli twój pies jest dorosły i w pełni zdrowy zawsze pamiętaj o odpowiedniej rozgrzewce przed ćwiczeniami i o rozciąganiu po nich. Problemy z zębami Kleje i inne substancje używane do produkcji piłek tenisowych nie zostały dobrane z myślą o psich zębach. Niestety rozgryzanie piłek tenisowych może trwale uszkodzić szkliwo. Dlatego decydując się na zabawę piłką, lepiej jest wybrać taką, która została wyprodukowana specjalnie z myślą o psach. Wystrzegajcie się też piłek o włochatej powierzchni, do której mogą przyczepiać się piasek i bród. Po kilku dniach zabawy taką piłką jej powierzchnia będzie przypominała papier ścierny. Gryzienie jej sprzyja uszkadzaniu powierzchni psich zębów, co może prowadzić do bolesnej ekspozycji miazgi, a nawet obumarcia zębów. Nie bez znaczenia jest też powierzchnia, na której rzucacie psu piłkę. Pies może uszkodzić sobie dolne zęby próbując z rozpędu złapać piłkę leżącą na betonie, czy innym twardym podłożu. Podobne zagrożenie może stanowić zwykły trawnik, na którym znajdują się na przykład kamienie. Zadławienie się Jeśli piłka, którą rzucacie jest zbyt mała, to pies może ją połknąć lub się nią zadławić. W skrajnych wypadkach taka sytuacja może doprowadzić nawet do śmierci psa. Dlatego podczas wyboru piłki zwracajcie szczególną uwagę nie tylko na materiały z jakich jest wykonana, ale też na jej rozmiar. Dobrze też, żeby do piłki był doczepiony kawałek sznurka, który umożliwi wyciągnięcie jej z psiego gardła w razie zadławienia. Piłki z piszczałką Osobiście nie kupuję psom żadnych zabawek z piszczałkami. Jednym powodem jest to, że dźwięk piszczałek mnie po prostu irytuje. Drugim jest to, że tego typu zabawki nie są najlepsze w szczególności dla psów, które mają tendencje do fiksowania się na różnych przedmiotach oraz dla szczeniaków. Szczeniaki uczą się kontrolować siłę swoich szczęk metodą prób i błędów. Podczas zabawy podgryzają inne szczeniaki z miotu coraz mocniej, aż do momentu, w którym drugi psiak zacznie piszczeć. Jest to jasny sygnał, że to ugryzienie było już zbyt mocne. Jeśli rozbawiony szczeniak nie przestanie gryźć drugiego psiaka, zwykle do akcji wkracza ich matka i po prostu rozdziela maluchy. W ten sposób szczeniaki uczą się tzw. inhibicji gryzienia, czyli kontroli siły swoich szczęk. Dając szczeniakowi piłkę z piszczałką uczymy go czegoś dokładnie odwrotnego. Im mocniej psiak gryzie piszczącą piłkę tym jest fajniej. W ten sposób szczeniak uczy się ignorować sygnały, które zwykle oznaczają koniec zabawy. Jak myślicie jak będzie wyglądała zabawa takiego psa z innymi czworonogami? Czy będzie w stanie przerwać „zabawę”, gdy drugi pies zacznie piszczeć, czy jeszcze bardziej nakręci go to do podgryzania? To samo tyczy się też oczywiście gryzienia waszych rąk czy nóg 😉 Jestem bardzo ciekawa jak wyglądają wasze zabawy z psami. Czy próbujecie zmęczyć je ciągłym rzucaniem piłki, czy może znaleźliście lepsze aktywności dla ich ciał i umysłów? Czy obserwujecie u swoich psów negatywne aspekty rzucania piłki takie jak fiksacje, przewlekły stres, nadpobudliwość, problemy ze stawami lub zębami? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach. Nauczenie psiaka spać w własnym legowisku jest bardzo praktyczne. Wiesz, że przeciętny psiak śpi w ciągu dnia aż około 14 godzin? Mówimy tutaj tylko o śnie, a przecież ogromną część pozostałego czasu spędza również na drzemaniu, przeciąganiu się i obserwowaniu swojego otoczenia. Pozycja leżąca jest zatem dla psiaka zdecydowanie dominująca, dlatego warto zadbać o to, żeby jego legowisko było wygodne i wystarczająco duże. Mimo tego, że psy nie są tak niechętne do spania w określonym przez człowieka miejscu jak koty, to jednak wiele psiaków nie przepada za spaniem w legowisku kupionym przez opiekuna. Przyczyny tej niechęci mogą być przeróżne. Psiak może nie przepadać za swoim legowiskiem z uwagi na to, że jest ono na przykład zbyt twarde, zbyt małe (mnóstwo osób kupuje dla psiaka zbyt małe legowisko w obawie, żeby nie zajmowało w domu za dużo miejsca), brudne, czy mokre. Możliwe, że psiaka coś uwiera, np. pod poduszką znajdują się kości, resztki jedzenia, czy zabawki. Zacznijmy od tego, że legowisko dla psiaka musi być bardzo miękkie, wygodne, przytulne i oczywiście usytuowane w takim miejscu, by pies czuł się bezpiecznie i nie musiał martwić się hałasem. Dobrym miejscem będzie zatem sypialnia, czy gabinet lub inne spokojne i ciepłe miejsce w domu, które jednocześnie będzie dobrym punktem obserwacyjnym. W zasadzie warto zainwestować w dwa legowiska – jedno w zupełnie spokojnym i cichym miejscu, gdzie pies będzie mógł zapaść w głęboki sen i takie, gdzie będzie mógł odpoczywać i cały czas obserwować życie rodziny. To bardzo dobre wyjście, ponieważ daje psiakowi wybór, kiedy chce spędzić czas z rodzinną, a kiedy odpocząć od wszystkich. Szczeniaki natomiast często uwielbiają spać ze swoimi opiekunami i wskakiwać do łóżka. Jeśli Ci to nie przeszkadza, nie ma żadnego problemu, pies może z Tobą spać, niezależnie od tego, czy jest szczeniakiem, czy dorosłym psem. Jest to wyraz miłości, zaufania i potrzeby bliskości z jego strony. Często psy czują się samotne, kiedy opiekunowie nie pozwalają im spać z nimi albo chociaż w pobliżu łóżka. I trudno się dziwić! Jeśli nie chcesz jednak, żeby pies spał z Tobą w łóżku i zależy Ci na przyzwyczajeniu go do spania w legowisku, warto postawić jego posłanie blisko łóżka. To właśnie tam będzie się czuł najbezpieczniej. Pomoże mu to również przyzwyczaić się, że mimo tego, że nie śpi ze swoimi opiekunami w łożku, może czuć się bezpiecznie i blisko swoich właścicieli. Warto uzbroić się jednak w cierpliwość i za każdym razem, kiedy pies wskakuje na łóżko, przenosić go do legowiska. W przypadku szczeniaka nauka będzie przebiegać oczywiście o wiele szybciej, niż w przypadku starszego psa. Niemniej jednak, w obu przypadkach trzeba nastawić się na tygodnie, jeśli nie miesiące przypominania psiakowi, że jego miejsce spania jest w legowisku. Warto włożyć psiakowi do legowiska jego ulubioną zabawkę lub kocyk. Warto również przenosić sennego psiaka do jego posłania, powinno to bardzo ułatwić jego proces przekonywania się do własnego legowiska. Zapisz się na newsletter! Brak pewności siebie u psa może prowadzić do rozmaitych zaburzeń i problemów, w tym do agresji, nieśmiałości, rozmaitych lęków, a nawet fobii. Jeśli dostrzegasz, że Twój pies jest zestresowany i brakuje mu pewności (jedno z drugim ściśle się wiąże), wesprzyj go i zastosuj kilka prostych metod, by pomóc pupilowi ułożyć sobie dobre relacje z ludźmi i innymi zwierzętami. Brak pewności siebie – z czego wynika? Brak pewności siebie, który idzie w parze ze stresem, może mieć wiele przyczyn. Mogą to być np. predyspozycje genetyczne. Powszechnie już wiadomo, że stres, na jaki narażona jest suka w ciąży i po porodzie, wpływa bezpośrednio na szczenięta. Szczenię może być zatem genetycznie predysponowane do lękliwości, a co za tym idzie – braku pewności siebie. Innymi przyczynami mogą być brak socjalizacji czy traumatyczne doświadczenia i przemoc wobec psa. Pies, który jest lękliwy i wycofany, może bać się dosłownie wszystkiego – pozornie bez powodu. Ale powód zawsze jest, dlatego warto spróbować dotrzeć do źródła. Bez względu na to, czy pies przejawia lęk lub strach przed obcymi ludźmi, innymi zwierzętami, nowymi miejscami, samochodami, głośnymi dźwiękami czy czymkolwiek innym, można go wspierać, umacniając jego pewność. Jak zbudować pewność siebie u psa? Jeśli chcesz, aby Twój pies był pewny siebie i odważny, musisz poświecić mu czas i zaangażować się w tę relację. Podstawą jest tutaj zbudowanie zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Niezależnie od tego, czego obawia się Twój pies i w jakich sytuacjach traci pewność siebie, możesz ją budować poprzez regularne ćwiczenia, np. z zakresu podstaw posłuszeństwa, sztuczek, etc. Dlaczego to takie ważne? Pies, który osiąga sukcesy (zyskuje nowe umiejętności, jest za nie regularnie nagradzany), buduje swoją pewność, ma dobre samopoczucie. Jeśli do tego ufa właścicielowi, istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że w jego obecności będzie czuł się o wiele pewniej i swobodniej w trudnych sytuacjach – będzie wiedział, że ma w swoim przewodniku oparcie. Wszystko to sprawia, że na bodźce, których się obawia, będzie reagował mniej lękliwie. Jeśli zaś wiesz, co w Twoim psie wywołuje lęk, rozwiąż problem np. przy pomocy przeciwwarunkowania. Na czym ono polega? Najogólniej rzecz ujmując, na zestawieniu ze sobą dwóch bodźców – tego, którego pies się obawia (np. obcy człowiek, inny pies, konkretny głośny dźwięk, itp.) oraz tego, który jest dla psa przyjemny (w tej roli zazwyczaj doskonale sprawdzają się smakołyki). Kiedy pojawia się „obiekt” wywołujący negatywne uczucia psa, natychmiast podaj mu smakołyk. Pies szybko zacznie kojarzyć, że pojawienie się czegoś do tej pory interpretowanego jako złe, jest równoznaczne z pojawieniem się smakołyka, więc w efekcie… przestanie reagować lękiem. Mało tego, może zacząć okazywać radość na widok kogoś lub czegoś, co do tej pory było dla niego straszne. Przykład – pies boi się obcych ludzi: Jeśli masz taką możliwość, poproś znajomego (ale takiego, którego pies nie zna), aby pomógł Ci w prostym ćwiczeniu – niech stanie lub np. spaceruje w dużej odległości od psa. Upewnij się, że pies go widzi. Jeśli zachowuje się spokojnie, nie wykazuje lęku czy paniki, szybko go nagródź, np. przysmakami Pedigree. Jeżeli pies się stresuje, nie nagradzaj go, bo w ten sposób możesz wzmocnić właśnie to zachowanie! Po prostu oddal się od znajomego i powtórz ćwiczenie od początku z większej odległości. Kiedy po kilku sesjach pies będzie czuł się swobodnie, możesz stopniowo, bardzo powoli zmniejszać odległość od obcego dla psa człowieka. Gdy pies będzie już bardzo blisko znajomego i nie będzie wykazywał silnego stresu, poproś znajomego, by wręczył mu smakołyk – Twój pupil nie musi wziąć go z ręki, znajomy może go wyrzucić w stronę psa. Ale uwaga! Powinien zrobić to ostrożnie i delikatnie, bo gwałtowny ruch może wystraszyć psa. Pamiętaj, aby nigdy nie zmuszać psa do niechcianej interakcji. Jeśli zaciągniesz psa na siłę do obiektu, którego się boi (jest to flooding, czyli „zalanie bodźcem”), możesz spowodować jeszcze większy lęk, a nawet panikę!Dokładnie taki sam schemat zastosuj np. w przypadku, gdy Twój pies traci pewność siebie w obecności innych psów. I tutaj możesz poprosić o pomoc znajomego, który ma psa. Uwaga! Musi to być pies o dobrych kompetencjach społecznych, spokojny i zrównoważony. Unikaj też psów bardzo dużych. Początkowo obcy pies powinien znajdować się w dużej odległości od Twojego psa. Stopniowo zmniejszaj dystans, aż psy będą całkiem blisko siebie, np. będzie je dzielić jedynie ulica. Nie zatrzymuj się z psem, ale po prostu przechodź z nim jak na normalnym spacerze i sowicie nagradzaj go, jeśli zachowuje spokój. Jeżeli jest zestresowany, oznacza to, że któryś z wcześniejszych etapów nie został właściwie wypracowany i musisz się cofnąć do tego, na którym pies czuł się dobrze. Nauka podstawowych komend Nauka komend nie tylko pozwoli zwiększyć pewność psa i zbudować silną więź między Wami, ale sprawi, że będziesz miał realną szansę właściwie reagować w trudnych sytuacjach. Jeśli np. Twój pies boi się obcych psów bądź ludzi i natychmiast chce przed nimi uciekać, możesz go zatrzymać nie siłą, ale skupieniem na sobie uwagi. Pies, który będzie się w Ciebie wpatrywał w oczekiwaniu na smakołyk, może nawet nie zauważyć, jak szybko pojawi się i minie „zagrożenie”. Dowiedz się więcej z tekstu: Nauka komend dla psa – siad, leżenie, przychodzenie. Budowanie odwagi u psa adoptowanego ze schroniska Adopcja psa ze schroniska jest rzeczą godną pochwały. Decydując się na taki krok, ratujesz psa, który teraz ma szansę na spokojne i szczęśliwe życie. Nie oczekuj jednak tego, że pies schroniskowy „będzie Ci wdzięczny” tylko za to, że wziąłeś go pod swój dach. Choć jest to powszechne przekonanie, jest ono… błędne. Pomimo tego, że bardzo chcemy w to wierzyć, psy nie znają takich emocji jak wdzięczność czy poczucie wstydu (kiedy zatem pies patrzy na Ciebie „zawstydzony”, gdy zrobi coś złego, nie wstydzi się, ale najprawdopodobniej boi się i wysyła do Ciebie tzw. sygnały deeskalacyjne). Wszystko to sprawia, że musisz przygotować się na pracę z psem schroniskowym. Taki pies, z bardzo dużym bagażem doświadczeń (często niestety przykrych, a nawet traumatycznych), może być zupełnie pozbawiony pewności siebie, lękliwy, a nawet z tego powodu agresywny. Co zatem możesz zrobić? Daj psu czas na poznanie nowego otoczenia, które od teraz będzie jego domem. W żadnym wypadku do niczego nie zmuszaj psa siłą (wspomniany wyżej flooding). Poświęć psu jak najwięcej czasu, aby mógł Cię poznać i tym samym zaufać. Stawiaj jasne granice i przede wszystkim zachowaj konsekwencje w swoich postanowieniach – psy bardzo lubią zasady i przewidywalne środowisko, bo dzięki nim czują się bezpiecznie. Postępuj wedle wyżej wymienionych zasad, tj. ucz psa podstaw posłuszeństwa metodami pozytywnymi i sięgnij po przeciwwarunkowanie, jeśli pies boi się określonych bodźców. Przeczytaj też nasz artykuł: Wychowanie psa i oduczanie go niewłaściwych nawyków. Kiedy sięgnąć po pomoc specjalisty? Czasem, pomimo najlepszych chęci i zaangażowania, Twoje działania mogą nie przynosić oczekiwanych efektów. W takiej sytuacji zwróć się o pomoc do doświadczonego behawiorysty. Wspólnie z pewnością uda się Wam wyznaczyć plan działania i metodą małych kroków doprowadzicie do poprawy. Bądź także w stałym kontakcie z zaufanym lekarzem weterynarii, bo niewykluczone, że pies ze schroniska będzie potrzebował nie tylko terapii behawioralnej, ale także pomocy medycznej.

jak nauczyć psa odpoczywać